ładowanie...
slogan

Miałam swoje miejsce… ale tylko z nazwy

Cześć wszystkim! Mam na imię Danuta i dziś opowiem Wam historię ze zlecenia, które na początku zapowiadało się naprawdę dobrze. Wiecie, jak to jest — człowiek jedzie z nadzieją, że trafi na normalną rodzinę, spokojnego seniora i warunki, w których da się pracować bez ciągłego stresu. W ogłoszeniu wszystko wyglądało pięknie: osobny pokój, dostęp do internetu, spokojna seniorka, pomoc głównie przy codziennych czynnościach i lekkim prowadzeniu domu. Pomyślałam: „No, w końcu coś dla mnie”. Po kilku trudniejszych sztelach naprawdę potrzebowałam miejsca, gdzie będę mogła pracować normalnie i po ludzku odpocząć po całym dniu. Niestety bardzo szybko okazało się, że moje „własne miejsce” istnieje tylko na papierze.

Miałam swoje miejsce… ale tylko z nazwy
Miałam swoje miejsce ale tylko z nazwy

Pierwsze wrażenie

Kiedy przyjechałam na miejsce, przywitała mnie córka seniorki. Bardzo miła, uśmiechnięta, wszystko tłumaczyła spokojnie. Seniorka była starszą panią po osiemdziesiątce, poruszała się z rollatorem, ale w domu radziła sobie całkiem dobrze. Potrzebowała pomocy przy ubieraniu, przygotowywaniu posiłków, lekach i oczywiście przy utrzymaniu porządku. Dom był duży, zadbany, typowo niemiecki — dużo drewna, kwiatów, zdjęć rodzinnych i tych wszystkich drobiazgów, których nie wolno przestawić nawet o centymetr. Ale to jeszcze nic nowego, takie rzeczy znałam.

Córka pokazała mi mój pokój. Niewielki, ale czysty. Łóżko, szafa, stolik, krzesło. Było okno, była lampka, nawet telewizor. Pomyślałam: „Super, będzie gdzie się zamknąć po pracy i złapać oddech”.

Córka powiedziała:
— To jest pani pokój, tutaj może pani odpoczywać.

No i właśnie… „może pani odpoczywać” brzmiało pięknie tylko pierwszego dnia.

Miałam swoje miejsce ale tylko z nazwy

Pokój, który nie był mój

Już drugiego dnia rano seniorka weszła do mojego pokoju bez pukania. Stałam akurat w piżamie i szukałam bluzy w walizce. Ona po prostu otworzyła drzwi i zapytała, czy zrobiłam już kawę. Zamurowało mnie. Powiedziałam grzecznie, że jeszcze się ubieram i za chwilę zejdę na dół. Seniorka kiwnęła głową, ale nie wyszła od razu. Rozejrzała się po pokoju, popatrzyła na moje rzeczy i powiedziała, że „ta walizka nie powinna tu stać, bo zasłania przejście”. Przejścia było wystarczająco dużo. To był mój pokój. Moje rzeczy. Moja walizka. Pomyślałam jednak: pierwszy raz, może nie zrozumiała, może tak ma w zwyczaju. Nie chciałam od razu robić problemu. Ale potem było tylko gorzej.

Miałam swoje miejsce ale tylko z nazwy

Ciągłe wchodzenie bez pukania

Seniorka wchodziła do mojego pokoju kilka razy dziennie. Rano, w południe, wieczorem. Czasami pytała o coś ważnego, ale najczęściej chodziło o drobiazgi: gdzie jest herbata, czy pranie już gotowe, czy może dziś zjemy ziemniaki, dlaczego światło się świeci, po co mam otwarte okno. Raz weszła, kiedy rozmawiałam przez telefon z córką. Innym razem, kiedy odpoczywałam po obiedzie i miałam dosłownie 20 minut dla siebie. Weszła i powiedziała, że skoro leżę, to może później nie będę mogła zasnąć w nocy. Najgorsze było to, że ona naprawdę uważała, że ma do tego prawo. Dla niej to nie był mój pokój. To był pokój w jej domu, w którym ja tylko tymczasowo trzymałam swoje rzeczy. A ja przecież nie przyjechałam tam jako gość bez praw. Przyjechałam do pracy, ale z prawem do prywatności i odpoczynku.

Miałam swoje miejsce ale tylko z nazwy

Rodzina mówiła: „Mama już taka jest”

Po kilku dniach porozmawiałam z córką seniorki. Bardzo spokojnie powiedziałam, że potrzebuję prywatności i że seniorka powinna pukać przed wejściem do mojego pokoju. Nie chodziło mi o awanturę, tylko o podstawowy szacunek.

Córka westchnęła i powiedziała:
— Mama już taka jest. Ona całe życie wszystko kontrolowała. Proszę się nie przejmować.

Tylko że ja się przejmowałam. Bo to nie była jedna sytuacja. To było codziennie. Czułam się, jakbym była cały czas obserwowana. Nie mogłam normalnie odpocząć, przebrać się, porozmawiać przez telefon ani po prostu pobyć sama. Córka obiecała, że porozmawia z mamą. I rzeczywiście porozmawiała. Efekt? Seniorka zaczęła pukać… ale jednocześnie od razu otwierała drzwi. Puk, klamka, wejście. Bez czekania na odpowiedź. No cóż, technicznie pukała.

Miałam swoje miejsce ale tylko z nazwy

Odpoczynek tylko w teorii

Na tym zleceniu najtrudniejsze nie były obowiązki. Seniorka nie była agresywna, nie trzeba było jej dźwigać, noce były raczej spokojne. Problemem było to, że ja nigdy nie miałam poczucia, że jestem „po pracy”. Nawet kiedy miałam przerwę, seniorka potrafiła stanąć pod drzwiami i mówić przez nie, że coś sobie przypomniała. Czasem wołała mnie tylko po to, żeby zapytać, czy jutro kupimy jogurty. Innym razem chciała, żebym sprawdziła, czy pilot leży na stole, mimo że sama siedziała obok niego. Zaczęłam zamykać drzwi na klucz, bo inaczej nie dało się funkcjonować. Wtedy seniorka obraziła się śmiertelnie. Powiedziała córce, że ja się przed nią zamykam, jakbym miała coś do ukrycia. A ja chciałam tylko przebrać bluzkę w spokoju.

Miałam swoje miejsce ale tylko z nazwy

Granice, które trzeba było postawić

Po dwóch tygodniach miałam już serdecznie dość. Zrobiłam swoje, nie narzekałam na obowiązki, gotowałam, sprzątałam, pilnowałam leków, pomagałam seniorce w codziennych czynnościach. Ale psychicznie byłam zmęczona bardziej niż po ciężkiej fizycznie szteli. W końcu powiedziałam córce jasno, że jeśli sytuacja się nie zmieni, nie przedłużę zlecenia. Wyjaśniłam, że osobny pokój to nie tylko łóżko i szafa. To także prawo do zamknięcia drzwi, odpoczynku i prywatności. Córka chyba dopiero wtedy zrozumiała, że nie przesadzam. Porozmawiała z mamą jeszcze raz, tym razem bardziej stanowczo. Przez kilka dni było trochę lepiej. Seniorka pukała i czekała. Ale potem stare nawyki wróciły. Tacy ludzie czasem nie rozumieją, że opiekunka też jest człowiekiem. Nie maszyną dostępną 24 godziny na dobę.

Miałam swoje miejsce ale tylko z nazwy

Moja decyzja

Dotrwałam do końca zlecenia, ale nie wróciłam tam już nigdy. Rodzina była zdziwiona, bo przecież „pokój był”, „warunki były dobre”, „seniorka spokojna”. Tylko że dla mnie warunki to nie tylko metraż domu i ładne meble. Dobre zlecenie to takie, na którym człowiek może złapać oddech. Gdzie ma choć kawałek przestrzeni dla siebie. Gdzie po zamknięciu drzwi naprawdę jest u siebie, nawet jeśli tylko tymczasowo. Bo można mieć swoje miejsce tylko z nazwy. Można mieć pokój, ale nie mieć prywatności. Można mieć przerwę, ale nie odpocząć ani minuty.

Miałam swoje miejsce ale tylko z nazwy

Podsumowanie

Po tej szteli nauczyłam się jednego: przy wyborze zlecenia zawsze pytam nie tylko o obowiązki, stan seniora i wynagrodzenie, ale też o warunki mieszkaniowe. Czy pokój jest osobny? Czy można go zamykać? Czy rodzina i senior respektują prywatność opiekunki? Niektórzy powiedzą, że przesadzam. Że przecież jedziemy do pracy, a nie na wakacje. Zgadzam się — jedziemy do pracy. Ale każda praca ma swoje granice. Opiekunka też ma prawo do odpoczynku, ciszy i własnej przestrzeni. A jeśli ktoś tego nie rozumie, to nawet najładniejszy pokój nie pomoże. Bo własne miejsce bez szacunku to tylko cztery ściany.

Miałam swoje miejsce ale tylko z nazwy

Może Cię zainteresować…

Jeśli historia o prywatnym pokoju dała Ci do myślenia i pokazała, jak ważne są granice na zleceniu, przeczytaj także tekst: SZOK! Przeszukiwali moje rzeczy!. To historia Anieli, która przekonała się, że brak szacunku do prywatności opiekunki może pójść jeszcze dalej niż samo wchodzenie do pokoju bez pozwolenia.

Zastanawiasz się, czy na zleceniu da się mieć choć trochę przestrzeni tylko dla siebie? Warto zajrzeć do materiału: Pasje na wyjeździe. To podcast o tym, że praca opiekunki nie musi oznaczać rezygnacji z własnych zainteresowań, odpoczynku i rozwoju — nawet wtedy, gdy jesteś daleko od domu. 

Praca opiekunki za granicą potrafi mocno zacierać granice między obowiązkami a czasem dla siebie. Dlatego warto przeczytać: Jak zadbać o siebie, pracując jako opiekunka za granicą? — materiał o odpoczynku, emocjonalnej równowadze i potrzebie dbania o własne granice na zleceniu.

Własna przestrzeń na zleceniu pomaga odpocząć, ale równie ważne jest dobre wsparcie i dostęp do sprawdzonych informacji. Przydatne miejsca z ofertami, poradami i rozmowami opiekunek znajdziesz w materiale: Grupy na Facebooku

#opiekunkawNiemczech #pracaopiekunki #opiekaseniora #sztelawNiemczech #granicenazleceniu #prywatnośćopiekunki #granicenazleceniu #historieopiekunek #pracawopiecezagranicą #zleceniewopiece
Załóż Konto Opiekunki z Panią Sztelką
stela
Kliknij
Zmiana języka